EMOcjonalne podejście…

16 04 2008

Zapewne wielu z was miało okazje zetknąć się z dziwnym zjawiskiem zwanym emo. Emo styl, ubrania, muzyka… Wicie rozumicie - oni mają cholernie dziwne podejście do życia. Narzekają, że “nikt mnie nie rozumie”, “chcę się zabić, bo nikt mnie nie rozumie”… i tak dalej i tym podobne. Mają bardzo dziwne opisy na gg - “Idem siem rzucic z mostu // Jutro imprezka u Ani…”.

WTF? Czy ta Ania, to Lord Lucyfer sam w sobie? Ten Belzebub, który szuka Kostki Przeznaczenia(obejrzyjcie Tenacious D in Pick of Destiny - zrozumiecie)?

W każdym bądź razie za samo bycie(bycie albo nie bycie, w cudzym odbycie?) już dawno powinni zostać wysłani… Nie, nie do piekła, bo rogacze mieli by z nimi, nomen omen, krzyż pański. Przydałoby się wymyślić jakieś inne, jeszcze gorsze miejsce dla tej chorej bandy. Czekam na sugestie.

W każdym bądź razie sam ich wygląd i zachowanie przyprawia mnie o mdłości. Poza tym, z tego co udało mi się dowiedzieć z “różnych źródeł”, emo to jedyna grupa, która łączy hiphopowców i metali. Oczywiście łączy ich ideologia - jak można wyglądać jak jakaś niedogolona cipa(tak, chodzi mi o emo). Litości! Jak można mieć włosy, które zasłaniają pół ryja! Do tego zestaw żyletek w pudełku po zapałkach, w kieszonce. I to tylko po to, aby nacinać sobie skórę, bo to fajnie, kurwa, wygląda! Łał…

Zatem już widzicie - nienawidzę całego tego zjawiska. Swoją drogą “oni” twierdzą, że to taki andergrałnd i w ogóle. Weźcie mi wytłumaczcie - jak undergroundowa subkultura może być aż tak rozpowszechniona na świecie? Zabijają samych siebie od środka(złoty środek?). I jak można wyglądać tak strasznie stereotypowo? Bo stereotypy rzadko kiedy są prawdziwe, ale o emo to prawda do kwadratu.

Mam taką głośną nadzieję, że ten “gatunek” umrze/wyginie/zdechnie jak najszybciej.

Hitler jest emo. ;)




Katar…

15 04 2008

Wiosna, jak wiadomo ma mnóstwo zalet. Przytaczać ich nie będę, bo zna je każdy. A jak nie - marsz na podwórko. Niestety ma ona także jedna, olbrzymia wadę - pyłki.

Wszystko się pyli. Myślałem, że jeszcze za wcześnie(wszak zima mocno i długo trzymała), a tu jeb - z dnia na dzień(z niedzieli na poniedziałek!) Bóg wie co się zaczęło pylić. Ocipieć z tym idzie. Ledwo wyjdę na podwórko i już dostaję pyłkami prosto po gębie. Skutki - wiadome. Oczy łzawią, powieki napuchnięte i litry gluta z nosa na godzinę.

I a propos tego - jeden odcinek komiksu z Rooster Teeth, dosłownie oddający sens tego, co odczuwam.




W mordę!

14 04 2008

W mordę! Dawno tutaj nie pisałem, oj dawno. Postanowiłem wreszcie nadrobić zaległości w związku z dłuższym niż zwykle przesiadywaniem przy kompie. A że ostatnio zdarza mi się rzadziej grać niż buszować po Internecie, to w ramach ogólnego strajku przeciw nudzie postanowiłem ponownie tutaj pisać. Trochę się zamotałem, wiem. :)

Co się zmieniło przez te 4 miechy? Niewiele - wciąż chodzę do technikum, matura przede mną(a nadal nie chce mi się cholernie wziąć za naukę…), egzamin zawodowy również.

Wreszcie po ponad roku zrobiłem format dysku, bo moja Winda zaczynała chodzić tragicznie wolno. Niestety w związku z tym utraciłem WSZYSTKIE pliki z folderu Moje dokumenty. Były co prawda na innej partycji, ale po reinstalce systemu za cholerę nie mogłem się dobrać do zawartości folderu, gdzie był cały shit z Moich dokumentów. Trudno - 4GB poszło się jebać(bo usunąć tego folderu nie mogłem - więc format d:\[wcześniej oczywiście zabezpieczyłem inne pliki z tej partycji]). Pocieszam sie tym, że wreszcie Winda IksPe normalnie mi działa.

Z gier nie kupiłem nic, za wyjątkiem tego, co było w CD-Action.

Jeśli o kobiety chodzi… Panowie! Wiosssna! Ciepło! Dziewczyny maja coraz mniej na sobie(te puszyste niestety też…)! Żyć nie umierać! :D

Aha - kupiłem tego Battlefielda w końcu. Świetna gra. Tyle mogę powiedzieć.




Battlefield 2…

21 12 2007

Battlefield 2 - gra skoncentrowana głównie na grze w multiplayu do 64 osób na jednej mapie. BF2 Tematyka - współczesna wojna. Baaaaaardzo fajna. Baaaaardzo. Jako że mam(tak, przyznaję się do tego) wersję piracką, to po jakimś czasie postanowiłem zakupić oryginał. A że jest tani jak barszcz(no prawie) - 40 złociszy - to tym bardziej zapragnąłem go mieć w swojej kolekcji. No i na uwagę zasługuje rozbudowany system odznaczeń i awansów. Ale - jako, że nie miałem wcześniej 2 GB pamięci ram, to granie było średnio przyjemne. Teraz, rozgrywka jest płynna, a jeśli zdarzą się przycięcia, to tylko z winy serwerów. Bosko. Pozostało czekać na kasę świąteczną i czym prędzej zamówić moją własną kopię.

BTW: chciałem też kupić The Orange Box, ale jego cena jest jak dla mnie ciutkę za wysoka… No cóż - będę musiał jakiś czas zaczekać, aż cena stopnieje, albo Valve wyda The Black Box(choć ten jest dostępny w postaci “kuponu” do wydania na Steamie dla osób, które zakupiły ATi/AMD Radeona HD 2900 XT), po tym, jak The Orange Box sprzeda się w odpowiedniej ilości. Trudno…




Ciąg dalszy…?

15 12 2007

W mordę jeża kopanego(co to jest jeż kopany - sam nie wiem…). Miałem wiele rozterek moralnych, czy zacząć pisać nowego(kolejnego, bo poprzednie, cholera, padły… dawno temu) bloga, czy jednak nie. No i jak sami widzicie - te oto literki składają sie w tekst. Tekst w wpis. No a blog składa się z wpisów. I szczerze mówiąc po trochu mi się nie chce. Pisać. Bo ja zdecydowanie wolę czytać. No, ale może znajdzie się ktoś kto mojsze wypociny przeczyta. I tak dalej, bla bla bla…