Przychodnie…

19 06 2008

Bardzo rzadko muszę odwiedzać lekarza. Średnio raz do roku.

Dzisiaj musiałem doktorka odwiedzić w celu wypisania mi zaświadczenia, że mogę się uczyć informatyki i takie tam bzdety, a ważne to po to, bo inaczej nie dostałbym się tam, gdzie chcę.

Kontynuując wątek - przyszedłem gdzie miałem przyjść(oczywiście wcześniej się zarejestrowałem) i siadam grzecznie pytając, kto ostatni. Pani? Ok. Osób było z góra trzy(ze mną włącznie).

I czekam i czekam. Ktoś wychodzi, doktor zaprasza następną osobę, ale co to? Ta baba, co miała być ostatnia przede mną wepchała się na chama, bo “chcę tylko chwileczkę, bo recepta…”. Gościu, co miał wejść kulturalnie panią przepuścił i siadł czekając dalej. Mnie i tak to mało obchodzi, bo i tak byłem ostatni.

W międzyczasie dochodzi ktoś jeszcze i jeszcze ktoś. No, po mnie doktor będzie miał dwie osoby jeszcze.

Pani “recepta” wyszła, pan który był przede mną wszedł do gabinetu i tak czekam dalej, ciesząc się, że za chwilę kolej na mnie.

Przy okazji doszła jeszcze jakaś pani po 50, bodajże.

I tak czekam i czekam…

Uff - drzwi się otwierają i już już mam zamiar podnieść pośladki, aby ruszyć do drzwi gabinetu, a tu chuj - baba po 50, co przyszła dosłownie przed chwileczką, też chce na chwileczkę, bo recepta.

Opieram się o oparcie krzesła lekko poirytowany, ale jedną puścić mogłem, niech ma, babisko.

Czekam i czekam…

Drzwi się otwierają, więc ponownie włączam sekwencję “dupa w troki i do drzwi”.

I… Tak, zgadliście - kolejna baba się wpierdala przede mnie, bo ona chce tylko chwileczkę o coś spytać.

Chwilka trwała z jakieś 10 minut. Z zegarkiem w ręku.

I tak sobie pomyślałem - jak ktoś mi się jeszcze wpierdoli w kolejkę, to go opierdolę na całe gardło, mimo tego, że jestem młodszy, a osoba, na którą drę ryja, jest jakieś dwa razy ode mnie starsza.

I całe szczęście, że do owego wydarcia nie doszło. Baba wyszła, ja zgrabnie wchodzę, a dostrzegam kątem oka, że komuś też się spieszy. Chuj ci w dupę - miałeś czas, mogłeś przyjść wcześniej.

To mnie strasznie wkurwia - zachowanie ludzi. W sklepach jakoś jeszcze idzie wytrzymać, ale w przychodni zawsze im się wyłącza jakieś zabezpieczenie przed schamieniem.

Po to kurwa kolejka jest, aby jej przestrzegać!





Polowanie na Webba…

14 06 2008

Tak… Teraz pora na mnie… Wszyscy narzekają na tego Sędziego-Który-Pogrzebał-Nasze-Szanse-Dalszej-Gry-Na-Euro.

O pana Webba chodzi. Wszyscy Prawdziwi Polacy sie zaktywizowali na Naszej-Klasie, YouTube i paru innych tworząc nieprzyjemne wiązanki słowne/fotomontaże pod adresem p. Webba.

Ludzie - to jest sędzia piłkarski. Mógł się pomylić. Wielu innych sędziów też często popełnia błędy, jednak wystawionego werdyktu zmienić na murawie już nie można, wszak on sędzia.

Mówi się trudno.

Strasznie mnie za to śmieszy Typowa Polska Reakcja. W sensie reakcja na tego karnego z 93 minuty. Ludzie - mógł sie pomylić i tyle. Może teraz w głębi żałuje tego, co zrobił. Tego się nie dowiemy. Za to TPR jest wręcz tragiczna - ludzie chcą go zabić, w Internecie można znaleźć jego adres domowy(a znając życie, paru tępych kiboli będzie chciało ów adres “sprawdzić”), wszędzie można się natknąć na obrazki mówiące, że to “skurwiel/chuj/itp.”.

Weźcie na wstrzymanie z TPR, to się robi chore - jak cokolwiek zrobi się przeciwko nam, to my od razu wyskakujemy, że ten ktoś jest chujem/żydem/zdrajcą polskości(czymkolwiek by ona nie była). Że nie jest prawdziwym Polakiem(w sensie, że jeśli jakiś Polak coś zrobi nie tak ,jak reszta narodu uważa, że powinien zrobić był).

To ostatnie jest chore - bo jeśli maniakalne okazywanie polskości polega na obrażaniu innych i opluwaniu tych, co myślą inaczej, przy okazji pokazując jakim jest się zacofanym ksenofobem… Cóż… To się cieszę, że nie jestem takim Prawdziwym Polakiem…

PS. Nie jestem również wielkim fanem piłki nożnej. Niezbyt mnie podnieca oglądanie 22 spoconych facetów ganiających za kawałkiem napompowanej szmatki.





Burzliwa burza…

20 05 2008

Ostatnio miałem okazję zaobserwować ciekawe zjawisko.

Mianowicie chodzi o zachowanie ludzi, tuż przed burzą. Strasznie panikują, boją się wręcz. To mnie od zawsze dziwiło.

Czemu się tego tak strasznie boją? Przecież ludzkość od niepamiętnych dziejów spotykała się z tym zjawiskiem. Ale mimo tego zawsze odczuwali niepokój związany z burzą.

Może to wina tego, że burza sama w sobie wydaje taki mocny basowy dźwięk, który czasem zbyt mocno świdruje uszy? Albo ten błysk - za bardzo rozjaśnia niebo?

Sam nie wiem. Przestałem się bać burzy, odkąd zrozumiałem jej zasadę działania, jak powstaje. I dlatego nie boję sie już tych wyładowań elektrostatycznych(tak, to są takie same wyładowania, do jakich dochodzi przy okazji ściągania swetra w suchym pomieszczeniu, tylko w o wiele większej skali!).

Ludzkość się boi tego, co nieznane. A właśnie większość ludzi nie do końca chyba sobie zdaje sprawę z piękna tego zjawiska.

Dlatego przestańcie pieprzyć, że ciemne chmury idą i burza idzie. Ciemne chmury są dlatego, bo są oświetlane z innej strony, stąd z jej drugiej strony(która jest dla nas widoczna od dołu) wszystko jest zacieniowane. A burza? Cóż… Zagrzmi, ale przejdzie…





Różności totalne…

10 05 2008

Parę rzeczy, które mi przyszły do głowy w ostatnim czasie. Spisane w jednym wpisie.

Okulary przeciwsłoneczne.

Ludzie! Czy wy nie potraficie zdejmować okularów przeciwsłonecznych, jak z kimś rozmawiacie twarzą w twarz? To jest strasznie irytujące i rozpraszające. Jak wiadomo człowiek rozmawia z drugim człowiekiem, przy okazji patrząc się nawzajem w oczy. To ułatwia kontakt i sprawia, że czujemy, iż dana osoba naprawdę słucha tego, co do niej mówimy. Spróbujcie tego samego, w trakcie rozmowy z kimś, kto ma na nosie okulary przeciwsłoneczne. Po prostu się nie da. Przynajmniej ja tak nie mogę. Nie widać, gdzie dana osoba patrzy. Jak patrzy. Strasznie to frapujące.

Głośni ludzie.

Ostatnio miałem (nie)przyjemność spotkać koleżankę z byłej klasy, która jak dla mnie była wręcz kwintesencją osób z ADHD. Głośne, wszędobylskie i trudno się tego pozbyć. Więc spotkałem ją w przychodni. Niestety. Od razu zaczęła mnie zaczepiać i bardzo głośno mówić(nie ważne o czym). Ja należę do tych, co cenią ciszę i spokój. Do tego jestem introwertykiem i ciężko mi z ludźmi dookoła. A tu wystarczy pojedyncza jednostka, aby mnie doprowadzić do szału. Na szczęście wystarczyło zgrabnie poprowadzić rozmowę(udawanie głupka itp.) i udało mi się szybko natręta pozbyć.

Hałas na ulicy.

Jakiś czas temu szedłem z kumplem ulicą(no, po chodniku) w celu załatwienia Bardzo-Ważnych-Spraw. Akurat one nie są tutaj ważne. Ważne jest to, że dopiero teraz zwróciłem uwagę na hałas uliczny. Jak bardzo jest on dokuczliwy. Nie mieszkam w jakimś dużym mieście, ot 50-ciotysięczna wioska na Podkarpaciu. Ale hałas uliczny jest straszną rzeczą. Te ciągłe szumy, wibracje i inne tym podobne atrakcje sprawiają, ze mam ochotę wyciągnąć tę bazookę z kieszonki i rozjebać te wszystkie samochody w drobny mak. Chuj z tym, że przy okazji zabiłbym wiele osób i narobiłbym o wiele większego hałasu/bałaganu niż jest obecnie. Ale zawsze po tym wszystkim nastałaby błoga cisza…





Kawa, a rodzaj ludzki…

28 04 2008

Widzieliście ostatnio reklamę Pewnej Kawy? Nazwy nie podam, bo nie chcę siać kryptoreklamy. Za to zdziwiła mnie pewna jej odmiana - Fluid. Że niby w płynie jest, wystarczy dodać tylko ciepłej wody i od razu mamy kawkę jak marzenie. I że to idzie w parze z nowoczesnością i takie tam…

Tak sobie teraz myślę - czy naprawdę ludzie są AŻ tak leniwi, że już nie potrafią sobie normalnej kawy zrobić, choćby tą rozpuszczalną, czy nawet te popularne ostatnio mieszanki 3 w 1.

A może to po prostu wina amerykanieckiego narodu, przecież oni sobie upraszczają życie do maksimum. Żeby nie chodzić to przecież Segway’a mają! Przecież ich nogi nie będą wkrótce w stanie przenosić tych setek kilogramów wchłoniętych McShitów.

Kiedyś, aby zrobić sobie kawę, to trzeba było samemu zebrać nasiona kawowca, a następnie siedząc na drewnianym pieńku i odganiając kijem wilki, rozbijać własnoręcznie wyrzeźbionym kamieniem owe nasiona na jakimś głazie.

I tak mnie ciekawi - kiedy dojdziemy do etapu, że wreszcie maszyny będą za nas chodzić(ba, no już chodzą, sam przecież napisałem to wyżej!), pisać, oddychać, jeść. Może jeszcze znajdzie się taka, co zacznie za nas myśleć? A nas ludzi zamieni w te baterie z matrixa. Brrr…





EMOcjonalne podejście…

16 04 2008

Zapewne wielu z was miało okazje zetknąć się z dziwnym zjawiskiem zwanym emo. Emo styl, ubrania, muzyka… Wicie rozumicie - oni mają cholernie dziwne podejście do życia. Narzekają, że “nikt mnie nie rozumie”, “chcę się zabić, bo nikt mnie nie rozumie”… i tak dalej i tym podobne. Mają bardzo dziwne opisy na gg - “Idem siem rzucic z mostu // Jutro imprezka u Ani…”.

WTF? Czy ta Ania, to Lord Lucyfer sam w sobie? Ten Belzebub, który szuka Kostki Przeznaczenia(obejrzyjcie Tenacious D in Pick of Destiny - zrozumiecie)?

W każdym bądź razie za samo bycie(bycie albo nie bycie, w cudzym odbycie?) już dawno powinni zostać wysłani… Nie, nie do piekła, bo rogacze mieli by z nimi, nomen omen, krzyż pański. Przydałoby się wymyślić jakieś inne, jeszcze gorsze miejsce dla tej chorej bandy. Czekam na sugestie.

W każdym bądź razie sam ich wygląd i zachowanie przyprawia mnie o mdłości. Poza tym, z tego co udało mi się dowiedzieć z “różnych źródeł”, emo to jedyna grupa, która łączy hiphopowców i metali. Oczywiście łączy ich ideologia - jak można wyglądać jak jakaś niedogolona cipa(tak, chodzi mi o emo). Litości! Jak można mieć włosy, które zasłaniają pół ryja! Do tego zestaw żyletek w pudełku po zapałkach, w kieszonce. I to tylko po to, aby nacinać sobie skórę, bo to fajnie, kurwa, wygląda! Łał…

Zatem już widzicie - nienawidzę całego tego zjawiska. Swoją drogą “oni” twierdzą, że to taki andergrałnd i w ogóle. Weźcie mi wytłumaczcie - jak undergroundowa subkultura może być aż tak rozpowszechniona na świecie? Zabijają samych siebie od środka(złoty środek?). I jak można wyglądać tak strasznie stereotypowo? Bo stereotypy rzadko kiedy są prawdziwe, ale o emo to prawda do kwadratu.

Mam taką głośną nadzieję, że ten “gatunek” umrze/wyginie/zdechnie jak najszybciej.

Hitler jest emo. ;)