You’re asking me for inception…


Incepcja – 9+/10.

Obejrzałem najnowsze dzieło (tak, dzieło) Christophera Nolana.

Pierwotnie nie mogłem się połapać w tym, co się do końca dzieje w tym filmie, zupełnie jak we śnie. To obejrzałem go raz jeszcze. I ta ocena jest właśnie po dwóch sesjach z tym filmem.

Fabuła jest prościutka, choć jak na typowy heist movie, to nie ma na końcu kradzieży.

Spodobał mi się strasznie klimat filmu. Sposób manipulacji i wpływu wszystkiego na sen. Ciężko mi to opisać słowami. Ja jako człowiek – przynajmniej w moim mniemaniu – o wysoce rozwiniętej wyobraźni, po prostu zostałem wciągnięty w świat filmu i chciałem w nim zostać jak najdłużej.

Od początku do końca wręcz chciałem, żeby żaden z bohaterów nie “umarł”. Po prostu tak fajnie zostały one zarysowane, że czuje się do nich autentyczną sympatię. No, może nie do Cobba (granego przez Leonardo Di Caprio). Wydał mi się nieco bucowaty i sztuczny.

Na osobny akapit zasługuje muzyka z tego filmu.

JEST GENIALNA. 11/10.

Hans Zimmer chyba przeszedł samego siebie. Czuć świetnie wymieszaną epicką orkiestrę symfoniczną z ambientem plus wieloma bliżej nieopisanymi dźwiękami (także gitarowymi), tworzącymi ten senny klimat. Świetnie się chodzi z tą muzyką na uszach podczas jesiennego zachodu słońca.

Polecam ten film (i ścieżkę dźwiękową) z całym sercem każdemu, kto chciałby zmienić świat jak za dotknięciem magicznej różdżki…