G-g-g-g-gamer…


Szał zakupów. Na Steamie. Się pochwalę, co ostatnimi czasy zakupiłem.

  1. Borderlands.
  2. Połączenie RPG w stylu Diablo z FPS-em typu… Bo ja wiem? Unreal Tournament? Po prostu zwyczajnego FPS-a, że tak powiem. Klimatem łączy Triguna (a co!) i Fallouta. Chłopaki z Gearbox Software naprawdę się postarali, choć w kwestii budowy poziomów pozostawia nieco do życzenia. Co z tego, że są olbrzymie i wypełnione przeciwnikami do ubicia, skoro są tak mało interaktywne. Może przesadzam, ale nie lubię jak puste beczki są przyspawane do podłóg/ścian. Dodam, że FOV jest kosmicznie mały jak na PC – trzeba grać będąc bardziej odsuniętym od ekranu. Dlatego ja grałem na padzie. Puszczam oczko Muzyka jest klimatyczna, spokojna podczas podróży po Pandorze, dynamiczna z mocnym biciem w bębny w trakcie walki. Właśnie – walka. Niby wszystko cacy – strzelanie, różne parametry coraz mocniejszych broni (generowanych losowo, a jakże), ale – to przeciwnicy czasem stoją jak idioci w bezruchu i czekają na to aż ktoś im celnie odstrzeli głowę (a w górę poleci czerwoniutki napis CRITICAL). Na razie grałem jako Mordecai.

    Jego podstawowym skillem jest użycie orła/jastrzębia (wybaczcie ignorancję) o nazwie Bloodwing. Dobre ptaszysko, nieraz uratowało mi dupsko jak pospiesznie wyskoczyłem na kilku wrogów o dwa poziomy wyższych ode mnie. Puszczam oczko Za to rozczarowała mnie końcówka. Ot takie sobie strzelanie w cel, z przewidywalnym sposobem wykończenia Głównego Złego Numer Jeden oraz… Nie, może tego oszczędzę chcącym zagrać. Puszczam oczko Można grać w coopie, tyle wiem, bo jestem po jednym przejściu gry. Szeroki uśmiech Więcej na ten temat – może kiedyś tam. ^^

  3. Civilization IV + dodatki.
  4. Powiem wprost. Jestem tą grą zachwycony! Jest dość prosta, aby poznać jej zasady, ale zajebiście ciężka, żeby naprawdę dobrze ją rozgryźć. Ale sam pomysł gry w turach, rozwój własnej – no właśnie – cywilizacji sprawia mi wielką frajdę. Co prawda dupa ze mnie, a nie strateg, ale wciąż się uczę. Uśmiech Grę mam chyba od wczoraj, a już siedziałem w niej jakieś 11,5 godziny… Duh. O_O Bywa. Puszczam oczko

  5. SimCity 4 Deluxe.
  6. Klasyk w swoim gatunku i jednocześnie niedościgniony mistrz. I całkiem ładnie się skaluje nawet w 1600*900.

  7. Super Meat Boy.
  8. Super Indie Chłam. Tak można by nazwać tą grę. Znaczy, zła nie jest, nie. Ale trudna w chuj. Po prostu nie mam do niej nerwów. Ta gra nie wybacza błędów. A Ty, drogi Graczu, męczysz się pół godziny z jednym poziomem i z każdą chwilą wzrasta Ci ciśnienie krwi. Tak bardzo, że tętnice szyjne w końcu Ci eksplodują czerwoną posoką, a Ty Graczu się już nie męczysz. I mimo że gram na zalecanym padzie, to i tak mnie kurwica bierze. Widzicie? Wystarczy, że już pisze o tej grze i już się wkurwiam. Jebany mięsny gnojek.

  9. Audiosurf.
  10. No, to już coś porządnego. Wizualnie bywa orgią dla oczu (ale w zasadzie jakaś genialna graficznie to nie jest), dlatego otrzymujemy za każdym razem ostrzeżenie o epilepsjach i innych gównach. Najważniejsze, że gra ma najlepszą ścieżkę dźwiękową Świata. Bo naszą własną. Śmigasz pojazdem po ścieżce dźwiękowej wybranego utworu, zbierając klocki (w różnych kombinacjach), aby zebrać jak najwięcej punktów. Proste? Owszem. Ale wymagany jest muszy refleks, zwłaszcza przy Dragonforce i ich Through The Fire And Flames, gdzie latamy za pomocą Ninja Mono.

  11. Worms Reloaded.
  12. Bez rewelacji. Kolejna wariacja na temat wysłużonych Robali. Dobre, ale interfejs naprawdę zniechęca do zabawy… Słaba czytelność, ot co.

I to póki co tyle, myly państwo. Puszczam oczko Na zakończenie dwa utwory z Borderlands.

 

 

Cage The Elephant – Ain’t No Rest For the Wicked
DJ Champion–No Heaven

 

PS. Tak, wiem – pisałem o Super Meat Boy’u i Audiosurfie wcześniej, ale teraz to rozwinąłem. Uśmiech z językiem A jak się nie podoba, to jeden chuj. Szeroki uśmiech

Advertisements