Jeden rok


Jeden rok trwał mój staż w pewnym urzędzie państwowym.

Jeden rok, dacie wiarę? Zdajecie sobie sprawę jak szybko ten czas minął? Niech mnie ktoś uświadomi, bo ja nadal niedowierzam w to jak szybko to zeszło. Na początku koniec wydawał się tak odległy, że wręcz nieosiągalny. A tu nagle z tygodnia na tydzień wszystko się skończyło.

Cóż… Myślę, że pora wylać w końcu swoje myśli, przemyślenia, żale i inne takie po dość długiej nieobecności.

Nauczyłem się wielu różnych rzeczy, przydatnych w pracy. Rozmowy, kompromisy itp… Jako że w pracy najwięcej było kobiet (ponad 30 na wydział) to trzeba było się nauczyć rozmawiać z tymi kobietami… Mówię Wam, to była czasami mordęga. Ale czułem, że bycie męską wisienką w tym kobiecym cieście ma swoje plusy. Kobiety jak to kobiety – mimo, że z natury przyjazne i miło nastawione do siebie, potrafiły czasami iść ze sobą na noże. Dlatego inaczej zachowywały się w stosunku do płci przeciwnej. Miłe, uśmiechnięte, żartujące, czasem i niewybrednie flirtujące (sic!).

Reponata (czyli pakowanie papierów do teczek w archiwum) jest cholernie żmudną i niewdzięczną robotą. Cieszę się, że to już za mną.

Staż to także była możliwość poznania wielu ludzi.

Wraz ze mną na wydział przypadły także dwie koleżanki, które darzę niesamowitą sympatią, w tym jedną to, że tak powiem, szczególną.

Pierwsza z nich, mniej z nią rozmawiałem w zasadzie, nie wiem czemu. Widać inne charaktery i takie tam, bywa. Dużo się uśmiechała, czasem palnęła coś zabawnego, śmialiśmy się we trójkę. Wzięła ślub w czerwcu. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, heh. Puszczam oczko

Druga… Cóż, druga koleżanka to zadziorna dziewucha, co nie lubi jak się jej dmucha w kaszę. Ona sama zawsze lepiej wiedziała, co robić. Rozgadana za to, uwielbiałem z nią gadać. Każdy ma swoje argumenty, ale mimo to ona zwykle chciała, żeby jej było na wierzchu. A z racji, że ja sam uwielbiam mieć swoje zdanie, to potrafiłem z nią gadać i gadać. Ba, czasami nawet się drzeć, no bo “to ja mam rację”. Puszczam oczko Mimo, że twarda na zewnątrz, to w środku jest dziewczyną, która się wzrusza, czy przeżywa różne sytuacje. Najbardziej to się dało zauważyć na końcu stażu, kiedy się pakowała ostatniego dnia. Widać było po niej, że lubiła to, co robi. Była w tym naprawdę niezła. A mimo to widać było po niej smutek. Że to koniec.

I tak samo jak ona, tak i ja będę trochę tęsknił za tym rokiem. Bo mimo wszystko było tam fajnie… Pomijam kwestię pięciu minut piechotą do pracy, przydatną zwłaszcza w zimie.

I tak oto ponad połowa roku 2011 jest już za mną. Wiele nowych przeżyć, równie wiele starych. Dużo zakończeń, dużo początków. Wiele błędów. Nieco mniej rzeczy, z których jestem zadowolony. Wstyd mi za siebie w wielu sprawach. Ten czas także mi pozwolił dowiedzieć się wiele o sobie.

 

PS. Wybaczcie, że nie spisałem wszystkiego, co mogłem, co pamiętałem, a czego nie pamiętałem.

One comment on “Jeden rok

  1. Koleżanka pisze:

    ehh … wzruszyłam się😀

Możliwość komentowania jest wyłączona.