B-day, again


Zostałem “zmuszony” przez przyjaciela do napisania wpisu urodzinowego.

Pewnie niektórzy “stali bywalcy” zauważyli, że co roku wałkuję ten temat, w kółko i kółko i kółko…

No bo po co, nie? Taki cykl życia. Stare komórki obumierają, nowe się wytwarzają (w miarę możliwości organizmu). Przestałem obchodzić urodziny dawno temu. Bo po co. Inna sprawa, że mały dobór znajomych uniemożliwia mi “imprezowanie”, ale dobrze wiecie, że imprezować nie cierpię. Co innego kameralnie, w gronie doborowego towarzystwa. Ale takie sytuacje także trafiają się rzadko. Sami wiecie, trudny ze mnie człowiek. Miewam wahania nastroju, niewiele mi trzeba do jego zmiany. Wiem wiem, odludek ze mnie i mam kiepsko rozwinięte sposoby interakcji międzyludzkiej. To się chyba introwertyzm nazywa. Introwertycy nie są zamknięci w sobie, nie. Po prostu nie pierdolą bez sensu jak inni, tylko się odzywają w miarę potrzeby. Też się staram tak robić, ale jak się już otworzę to pieprzę ile wlezie. No co, nie przyznacie mi racji? Przecież mnie znacie (choćby słabo, ale jednak) i dobrze wiecie, że potrafię napierdalać jadaczką bez powodu i bez sensu.

Dzięki za wszystkie życzenia. Spotkamy się ponownie, za rok… Chyba że ktoś mnie przez ten czas na tyle znienawidzi, że nie będzie chciał mnie więcej znać. Takie osoby też znam, za co je przepraszam. Jestem trudnym i leniwym człowiekiem. Czasami mi zbyt wygodnie nie czepiać się pewnych sytuacji. W końcu każdy jest egoistą…

Ale mimo wszystko, dzięki że ze mną wytrzymujecie.