Life is a movie, a very boring one…

Filmy. Ciekawa sprawa, zapisać ruchomy obraz w postaci klatek zmienianych jedna po drugiej jakieś 24 razy na sekundę. Lub jak to próbuje Peter Jackson w czterdziestu ośmiu. Ludzie potem narzekają, że obraz wygląda jak z opery. Choć akcja jest podobno bardziej płynna, mniej rozmazana / poszarpana (nie mylić z szybkim montażem). Sam się nie wypowiem, bo ani razu filmu w takiej technologii jeszcze nie widziałem i pewnie jeszcze nie ujrzę przez długi czas.

Człowiek jak był mały to oglądał dużo telewizji. W tej telewizji były różne treści, to kreskówki, to teleturnieje, to filmy. I tak człowiek za młodu oglądał te filmy (bo o filmach piszę, to się na tym skupię), podobało mu się, większości rzeczy nie rozumiał, ale było super.

Teraz się jest dorosłym, niemal, ogląda się to i owo, czasem nie ma nic nowego i interesującego. Z nudów się sięga po coś starego, aby sobie odświeżyć, co to fajnego było za młodu. Czasem się aż zgrzyta zębami, z powodu żenady jaką czasem można było wyczuć, ale lata temu było się za głupim, aby to zrozumieć. 😛

Tak mili państwo, to oznacza, że ponownie rozbijam się o banały, o których wie każdy. 😀

W każdym razie można zauważyć, że stare filmy nie były aż tak złe. Pierwszy Alien wygląda w HD REWELACYJNIE, a przecież miał premierę w 1979 roku. Pomijam już samą fabułę i akcję, atmosfera naprawdę dusi i pali w płuca. Taki RoboCop, 1987. Zawsze myślałem, że to taki jednak nieco kiepskawy film o gościu w plastikowym „pancerzu”, który broni Detroit, w przyszłości z końcówki lat 80. XX wieku. I mimo że faktycznie czuć tą brutalną akcję sprzed lat, to ten film jest naprawdę dobry. Są mocno przejaskrawione momenty, ale taki akurat był zamysł twórców. Byłem naprawdę miło zaskoczony. O „12 gniewnych ludzi” mogę także wspomnieć, to klasa sama w sobie. Aktorzy zrobili naprawdę porządną robotę, a wydawałoby się, że to kiepski czarno-biały film. Clerks też jest czarno-biały, a uwielbiam ten film (akurat Kevin Smith wybrał czarno-białą taśmę, bo była tańsza). 😛

Może to niewiele, ale przesłanie brzmi tak (uwaga, banał) – stare filmy może są stare, ale wcale nie znaczy że są gorsze.


PS. Tak, musiałem o czymś w końcu napisać, kurz tu się zbiera. 😛

Reklamy

KOLEJNY WPIS – CZĘŚĆ KTÓRAŚTAM

Zaniedbałem znowu bloga. Tak, wiem – moja wina. Nie musicie mi mówić, sam zdaję sobie z tego sprawę. Dobrze wiecie, że u artystów czasami kiepsko bywa z natchnieniem. A brak własnej muzy potrafi się na inspiracjach odbić jeszcze gorzej. Trzeba by od czegoś zacząć, w końcu nie odzywałem się od paru miesięcy…

Mam parę koleżanek, z którymi zdarza mi się gadać na różne tematy. Niestety one zwykle ograniczają się do narzekania jakie to ciężkie mają życie, jakie to nie są pewne swoich związków, jak to po głowie chodzi im zdrada (bo brakuje tego “czegoś”), albo nie wiedzą, co mają w ogóle robić. Jakbym był jakąś wyrocznią. Mógłbym wam powiedzieć kiedyś, że trzymam z wami kontakt tylko dlatego, ze lubię się patrzeć na wasze cycki bądź tyłki na zdjęciach na FB.  Jestem facetem, czasem mam inne spojrzenie na świat, ale nie pytajcie mnie, co robić w takiej lub innej sytuacji. Mogę wyrazić jedynie moje zdanie na dany temat, ale nie będę podejmować za was decyzji. To musi należeć do was. Chyba że jesteście takie kiepskie w ich podejmowaniu, że trzeba wam kogoś kto walnie was tym przysłowiowym kafarem w łeb, aż się otrząśniecie z letargu.

Widać pewnie dlatego jestem sam, bo nie mogę znieść czyjejś nieporadności… Jeden temat za nami.

Byłem jakiś czas temu w kinie w Krakowie, na dwóch filmach. The Dark Knight Rises oraz Prometheus (w wersji 3D).

Batman lekko mnie zawiódł. Akcja działa się zbyt szybko (jak na film tej klasy),  ale to moje odczucie… Wątki rozpoczynały się szybko i równie szybko gasły. Poza tym mam wrażenie, jakby Nolan dodał do filmu jeszcze 30 minut (film w sumie trwał jakieś dwie i pół godziny) to by wszystko ładnie się ułożyło. Tom Hardy świetnie zagrał Bane’a.

Następnie obejrzałem Prometheusa. Jest to film Ridleya Scotta, reżysera pierwszego Aliena, czy Blade Runnera. Akcja filmu dzieje się przed wydarzeniami znanymi z Obcego. Choć myślę, że Scott poszedł trochę na łatwiznę i zrobił copy-paste na głównych założeniach scenariusza. Czuć bardzo mocną inspirację Alienem. Wizualnie film jest przepiękny, momentami czułem nawet trochę Mass Effecta. Czekamy na kolejne części.

A propos Mass Effecta. Jakiś czas temu Bioware/EA wydali Extended Cut do Mass Effecta 3, czyli rozszerzoną wersję zakończenia.

Wydali ExC jako darmowe DLC, dobre i tyle. Zakończenie faktycznie zostało coś tam poprawione, ale bardziej to wyglądało na sztruksowe łaty zaszyte na dziurach w jeansowych spodniach. Niby jest lepiej, ale lepiej byłoby wymienić całość. W każdym razie powoli mnie nachodzi na kolejną partię Mass Effecta.

Hm… Chciałem wspomnieć o czymś jeszcze…

Aha. Piosenki o “miłości” w stacjach radiowych.

Kurwa mać. Czy ludzie nie potrafią tam marudzić o tym, jak to się źle zakochali i im smutno, albo się dobrze zakochali i pieją jak jebnięte skowronki? Albo “dmuchnij mi w gwizdek, babo”, co znaczy tyle co “weź mi obciągnij”. Albo “jesteśmy pijani, imprezujemy i chuuuuuuj”. Albo ta popierdolona do reszty piosenka z Facetów w Czerni 3.

I jeszcze o radiu!

Dlaczego w radiu puszczają debilne reklamy jakichś lekarstw na brudną piczę, albo bolącą dupę (w domyśle – hemoroidy)… Może w końcu jakaś reklama pasty na wydłużenie penisa, hę? HĘ? Ale widać (a raczej słychać), że grupą docelową tych reklam są biurkowicze i inne urzędasy. Dupa boli od siedzenia, a picza pali i swędzi z niedomycia. Łot cała filozofia, panie!

Tak, radio musi mi robić czasem za tło dźwiękowe, a specjalnego wyboru niestety nie mam. I tak cierpię, przez pół dnia, albo i dłużej…

Erased.

Ostatnio oglądałem film “Zakochany bez pamięci”. Albo “Eternal Sunshine of The Spotless Mind”.

Muszę przyznać, że to całkiem zacny film. Jim Carrey zagrał swoją rolę bardzo dobrze, Kate Winslet zresztą też.Na necie czytałem, że ten film docenią raczej ci, którzy byli zakochani. Coś w tym jest, bo mi się bardzo spodobał. Uśmiech z językiem Aczkolwiek czasem zazdroszczę głównemu bohaterowi możliwości wymazania niechcianych wspomnień przez noc. Czasem by się tak chciało, człowiek by się lepiej czuł… Ale może to czasem też lepiej pamiętać. Znać swoje błędy i wyciągać wnioski. Takie tam pierdoły. Mimo teoretycznie chaotycznego przekazu wszystkiego można się domyślić zanim minie połowa filmu, albo i wcześniej. Mimo to wessało mnie do końca.

Capital G

Czyli o tym, co ostatnio porabiam. Wbrew pozorom nadal żyję i zabieram innym cenne powietrze.

Zaliczyłem Wiedźmina 2 po raz drugi. Z okazji, że wyszła wersja 2.0. Ogólnie to czuć było te usprawnienia, chociaż wciąż grało mi się lepiej padem niż połączeniem klawiatury i myszki. Poszedłem ścieżką Iorwetha i powiem wam, że spodobała mi się bardziej niż ścieżka Roche’a. Może dlatego, że zwiedzamy okolice Vergen, które są dość ciekawe i moim zdaniem bardziej urozmaicone od obozu Kaedweńczyków. Ot takie moje subiektywne wrażenia.

Zamiast trzech mam cztery gigabajty pamięci RAM. Niewiele więcej, a ogólnie nadal mało, ale zauważalna poprawa jest. Zwłaszcza w GTA 4. Co dziwne, miałem GTA na innej partycji niż systemowej, z czym wiązały się problemy. Nieustannie gra nie dawała rady doczytywać tekstur. Myślałem, że to właśnie wina zbyt małej ilości pamięci. Ale nie. Postanowiłem przenieść grę na dysk C. I co się okazało? Otóż gra teraz bez problemu doczytuje tekstury, chodzi płynniej i na wyżej ustawionych detalach. Czy to wina dysku, że nie dawał rady doczytać danych? A może gra zbyt mocno korzysta z pliku wymiany i nie nadąża przez to czytać danych z dwóch partycji naraz? Cholera wie. Nie znam się aż tak na tym.

Dead Island. Nie przeszedłem za wiele, pogrywam w zasadzie od czasu do czasu. Gra ma bardzo dobry klimat i naprawdę nieźle dopracowaną grafikę, zwłaszcza jeśli chodzi o robienie rzeźni z zombie. Łamanie kończyn, odcinanie ich, miażdżenie czasek, tryskająca wokół krew… Miód dla oczu. Puszczam oczko Ciekawe zwłaszcza wyglądają złamane kończyny, zwyczajnie sobie zwisając. Dziwi mnie tylko, czemu zombiaki zdychają po odcięciu nogi, a jak się im odrąbie obie ręce to atakują zębami… No i całkiem niezła muzyka.

Władca Pierścieni. Oglądałem na YT mający w sumie ponad 300-minutowe materiały zza kulis produkcji tych filmów. Przyznać muszę, że to zwiększyło mój szacunek do całej ekipy biorącej udział w tym przedsięwzięciu. No i przez to mnie naszło na obejrzenie całej trylogii w wersji totalnie rozszerzonej (każdy film ma grubo ponad 3 godziny). W HD. Uśmiech z językiem Warto było. Oglądałem to z jakąś taką przyjemnością, a niektóre zdjęcia z lotu ptaka były wręcz niesamowite. Tak to jest jak się człowiek starzeje, to zaczyna inaczej patrzeć na stare śmieci.

Do tego wiele innych filmów…

A także kupa pomysłów na stworzenie własnej gry. Ale jak powszechnie wiadomo, nienawidzę wręcz programowania, a to zawęża moje pole do popisu. Dlatego próbuję sowich sił w różnych “grorobach”. Z marnym skutkiem. Jest kilka silników do stworzenia przygodówek, pełno do RPG 2D w bardzo japońskim stylu (w tym także MMO), ale nigdy nie ma tego czego bym chciał… Najlepiej by było zrobić coś samemu, ale… No właśnie. I tak to zatacza koło.

Mamy jesień w pełni. Aktualnie mamy piękną (no, ciężko stwierdzić, noc jest) pogodę, ale za to zimno jak kurwi syn. Temperatury bliskie zeru każdej nocy. Nie za fajnie.

Muzycznie… Muzycznie generalnie brak wielkich zmian. Słucham coraz więcej Bucketheada, do tego niemal cała dyskografia Tool, nowy album Dir en Grey oraz Sybreed. Jest nieźle.

Sercowo… Jakoś to leci. Szeroki uśmiech Jak to u mnie. Puszczam oczko

Do tego miałem pojebany sen dzisiaj. Byłem gdzieś na działce, na której remontowany był jakiś budynek, a wokół tej działki jakiś las świerkowy. Było ładnie, to chyba lato było. Na strychu tego budynku było duszno i przez szczeliny w dachu przebijały się promienie słoneczne, przez co było widać poruszający się w ciężkim powietrzu pył, czy inny kurz. Biegam po tej działce, pełnej trawy. W pewnym momencie zrywa się burza. Widzę jak POWOLI do ziemi schodzi piorun, jakby filmowany w slo-mo i uderza w ziemie. Było to strasznie głośne, jakby coś głośnego naprawdę jebło obok mnie, a ja spałem dalej. Wsadziłem palce wskazujące w uszy, aby zagłuszyć ewentualne późniejsze hałasy. Chodziłem tak chwilę i się obudziłem. Ani jakiś przerażony ani nic. Zdziwiony może, dlaczego coś takiego mnie nie obudziło. W końcu to było naprawdę głośne uderzenie, aż mi dzwoniło w uszach.

Wcześniej to mi się śniła jakaś młoda dziewczyna, z którą szałem w łóżku. Puszczam oczko Twarzy nie pamiętam, ale chyba ruda była… Szczupła, i miała mały biust. Realistyczne jak jasna cholera. Skąd, jak dlaczego? Chcę więcej. Szeroki uśmiech Ale moja podświadomość wredna jest i więcej mnie tym już nie uraczy. Uśmiech z językiem

Jak ostatnio widać mam problemy z weną. Bloga nie zamknę, nie ma mowy. Szeroki uśmiech Ale kurde ciężko jest tak pisać o niczym. Uśmiech z językiem A nie chcę też czytelników zanudzać pierdołami na swój temat. Muszę zacząć więcej myśleć. Koniecznie.

A tytuł to tytuł utworu by Nine Inch Nails.

Cast the Frog*

Sami widzicie. Mało co tu piszę. Brak weny, ot co. To może zarzucę paroma filmikami z YT, które sam nagrałem.

Ja i paru kumpli grających w trybie VS w L4D.
Hitman Blood Money–pierwsza misja / trening–part 1.
Część druga pierwszej misji z HBM.
I drobna stłuczka w GTA IV. 😉

Foo Fighters kuszą nowym albumem – http://foofighters.fm/. Puszczam oczko 101,1 FM.

A, no i nowy album będzie 12 kwietnia 2011. Puszczam oczko Hoorray!

Zakochałem się w filmie Moon. Uwaga, trailer może zawierać spoilery.

Moon Trailer

Genialny film. Muzyka wprost mnie urzekła, mogę jej słuchać na okrągło.

Obejrzałem tez film Bronson.

Bronson TRailer

Ten film ma świetne momenty, w których można się popłakać ze śmiechu, ale… Jako całość jest dość przerażająca i Kubrickowska. Tom Hardy pokazał w tym filmie klasę.

A, dodam też, że Hardy zagra Bane’a w The Dark Knight Rises. Po obejrzeniu Bronsona będziecie wiedzieć, że nadaje się do tej roli. Puszczam oczko

Na razie nie mam pomysłu na to, co obejrzeć w następnej kolejności. Puszczam oczko Odświeżam sobie Blade Runnera, w częściach. Uśmiech z językiem

No i chyba tyle. Jak mi coś przyjdzie do głowy, to pewnie jeszcze napiszę. Zobaczy się. Puszczam oczko

* – misheard z jednego utworu Deftones.

Another year has come… Another decade has began…

Jak na niedzielę – zimową – to piękną pogodę mamy.

Tak sobie myślę, że wypadałoby nieco podsumować zeszłe dziesięciolecie, które moim zdaniem minęło zajebiście szybko. Pewnie nie tylko mi. Będziemy szli do tyłu.

Ostatnie dwa lata były chyba jednymi z lepszych jakie miałem w swoim życiu. Pomimo wyraźnie widocznej stagnacji i kiepskiemu rozwinięciu się. Shit, rocznikowo mam już 23 lata, a nadal się czuję jak osiemnastolatek. Krytykujących mnie w tym miejscu serdecznie pierdolę. Wiem, że jestem leniwy, ale jak trzeba to się potrafię spiąć i wziąć do roboty. Nie mam planów odnośnie zakładania rodziny i takich tam. Aczkolwiek powoli zaczynam czuć, że wypadałoby się w końcu nieco usamodzielnić… Tak, sam nie wierzę, że to piszę.

Idziemy dalej. Przeskakujemy czas szkoły policealnej, po której uzyskałem tytuł technika informatyki. Idziemy do technikum gastronomicznego. To były dla mnie stracone lata. Praktycznie niczego się wtedy nie nauczyłem, poza paroma “ciekawostkami” dotyczącymi żywienia. Ale sami mi powiedzcie – gdzie z moim charakterem i podejściem do życia mogłem pójść. Poznałem kilku fajnych ludzi, z którymi i tak kontaktu nie utrzymuję. Moja klasa była bandą egoistów, każdy mądrzejszy od kolejnego.

Cofamy się. Gimnazjum. Istny koszmar i prawdziwa groteska systemu edukacji. Wymieszanie idiotów z jeszcze większymi idiotami. Każdy przyjdzie i będzie chciał koniecznie zaznaczyć swoją pozycję w stadzie.

I jeszcze… To był także ostatni rok w podstawówce. Koszmar. Zawsze byłem traktowany jako przyjezdny i ten inny, bo nie potrafiłem się pod kogoś dostosować. Od małego jestem pieprzonym indywidualistą idącym pod prąd. Uśmiech z językiem

Co jeszcze? Hm. O, w tym roku wypadnie dziesiąta rocznica zamachu na WTC. A mi się wydaje, jakby to było wcale nie tak dawno…

Powracamy do ostatnich… Powiedzmy dwóch lat.

To był dziwny czas dla mnie, także uczuciowo. Oszczędzę wam szczegółów, ale zakochałem się jak głupi drugi raz. Pierwszy raz to było totalnie bezkrytyczne i wręcz nierealne podejście z mojej strony. Od tamtego czasu się zmieniłem, mam inne spojrzenie na świat, choć wielu może mi zarzucić, że wciąż się zachowuję dziecinnie. Teraz znów jestem szczęśliwy, znów spokojnie patrzę w przyszłość.

Pozostało mi jeszcze pół roku stażu. Nie wiem, co potem. Przydałoby się znaleźć jakąś robotę.

Cele, które chcę osiągnąć w obecnej dekadzie:

  • wydorośleć, zmądrzeć
  • znaleźć dobrą pracę
  • znaleźć dobre mieszkanie
  • wymienić dowód osobisty
  • nie zepsuć przez własny egoizm rzeczy/spraw, na których mi zależy
  • wciąż pisać na blogu
  • dalej słuchać ulubionej muzyki, choć z czasem gusta się ponoć zmieniają…
  • dalej grać na kompie, zamiast chlać browar pod sklepem
  • być może nieco stracić na wadze
  • nadal mieć własne zdanie
  • nauczyć się szanować innych
  • obejrzeć kupę dobrych filmów
  • odkryć masę nowych, dobrych zespołów
  • dobrze się wysypiać

I to chyba tyle, mili państwo… Obyście i Wy mieli równie udane życie. Puszczam oczko