Przesiąknięcie

Ostatnio zauważyłem, że coś jest ze mną nie tak, jeśli chodzi o słuchanie muzyki. Przez ostatnie mniej więcej dziesięć lat słuchałem głównie rocka, metalu i ich wielu odmian, choć trzymałem się z daleka od ich wyraźnie mocniejszych odmian. Nie cierpię zarzynania gitar, darcia mordy dla darcia się, co by mroczniej / ciężej było. Odkąd odkryłem Devina Townsenda, a to było jakieś chyba dwa lata temu, szczerze mówiąc to nie pamiętam, zaszła w moim guście muzycznym widoczna zmiana. W końcu poczułem, co naprawdę daje mi przyjemność ze słuchania.

Zastanawia mnie tylko skąd się to wszystko wzięło. Wiele lat temu, jak byłem gówniarzem w podstawówce i początkach gimnazjum, słuchałem, jak na tamte czasy, “dziwnej” muzyki. Wtedy jeszcze nie miałem komputera, a jak miałem to tragicznego trupa. W każdym razie moje słuchanie muzyki ograniczało się do słuchania starych kaset ojca – słuchałem głównie Queen albo Aerosmith, zdarzało się także słuchać na przykład Thin Lizzy. Jakimś cudem zaraziłem się później Jean Michel Jarrem. Chyba ktoś z naszej rodziny miał parę jego płyt i kaset, byłem ciekaw co to za muzyka. Dodatkowo JMJ nagrał bodajże motyw przewodni mistrzostw świata w piłce nożnej we Francji w 1998 roku. Hah, do tej pory pamiętam jak się za młodego zachwycałem jak Zidane strzelił piękną bramkę w meczu finałowym.

Byłem w tamtym okresie zafascynowany JMJ. Jego muzyka była zróżnicowana, momentami bardzo industrialna, czasem wręcz kosmicznie lekka. Towarzyszyła mi przez wiele lat podczas odrabiania lekcji, czy czytania komiksów (Kaczor Donald, bitch!). Muzyka elektroniczna w najlepszym wydaniu, tak myślałem.

Później przyszło gimnazjum, zetknięcie się z grupą osób wiecznie walczących o przywództwo w 23-osobowym stadzie. To był… Skomplikowany czas. Muzycznie przeszła mi ochota na elektronikę, także na starocie. Trzeba było być na czasie z resztą lepiej wiedzących, żeby nie zostać jeszcze bardziej odrzuconym. Koniecznie trzeba było słuchać jakiegoś mocniejszego rocka albo hiphopu. Uch… To był czas System of A Down. W ogóle był boom na numetal (tak, wiem – SOAD to nie numetal) i tym podobne. Fakt faktem, SOAD lubiłem, ale jakoś mnie bardziej ciągnęło do Linkin Park albo Limp Bizkit. Lubiłem słuchać Gorillaz, ale chyba głównie ze względu na ich klipy, wiecie – celshading i te sprawy. Podobało mi się to, muzycznie zresztą też. Ale nie grupce w gimbazie – zostałem wyśmiany za to, że słucham takiego syfu jak Gorillaz. Pokornie przestałem ich słuchać, choć w głębi serca wiedziałem, że to dobra muzyka jest. I śmiem twierdzić po 11 – 12 latach, że tak jest nadal. Linkin Park przeminął parę lat temu. Można stwierdzić, że skończyli się na albumie Meteora, potem zmiękli, zdarza się. Limp Bizkit zapadł się pod ziemię na jakiś czas, ale powrócili z nowym materiałem w 2011 roku, mocniejsi niż wcześniej. Good times. SOAD za to się zawiesił, ostatnio koncertują, ale ich los jakoś mnie średnio obchodzi.

Później nadszedł Slipknot, Deftones (których kocham i uwielbiam) i wiele innych zespołów. Rock i jego wszelkie odmiany wypełniały mi muzyczną pustkę.

Gdzieś po drodze napatoczyło się radio internetowe – Drone Zone. Mogłem go słuchać godzinami i faktycznie tak się zdarzało. W szkole średniej, mając już Internet, a także kolegów z różnymi zasobami empetrójek miałem dostęp do wielu różnych gatunków muzycznych. Wszystko jednak nadal oscylowało wokół rocka i metalu.

Nie zrozumcie mnie źle, ale nie wyobrażam sobie siebie słuchającego hiphopu czy jakiegoś reggae. Gusta są różne, nie warto o nich dyskutować.

W końcu po wielu latach, korzystając z last.fm, trafiłem na pewnego Kanadyjczyka grającego rock/metal alternatywny/progresywny. Był nim, oczywiście, Devin Townsend.

Szybkie bieganie po YouTube i zassałem jego pierwszy album – Accelerated Evolution. Byłem wniebowzięty. Gitary, perkusja, bass, tło dźwiękowe… Wszystko ze sobą współgrało, nie było surowo, miało klimat, po prostu to coś.

Nie napiszę, że “jest moc”. Kurwa, jak ja nie znoszę tego zwrotu.

Zdarzało mi się w technikum słuchać Riverside. Niby było spoko, ale coś mimo wszystko do końca nie grało. Było zbyt płytko. Nie wiem jak to wyjaśnić. Chyba nie lubię jak w utworach gitara basowa gra zbyt wysoko. Naprawdę nie wiem.

Do tego Devin, moim zdaniem, ma świetny głos. Idealnie mi pasuje do całej warstwy muzycznej. Chyba nigdy nie byłem aż tak zachwycony muzyką. Do tego jego ostrzejsze wydanie w postaci Strapping Young Lad spodobało mi się niezmiernie. Mimo że ich muzyka momentami zahaczała wręcz o extreme metal, to i tak dało się wyczuć rękę Devina. Plus chyba zadziałało to, że nie do końca było to śmiertelnie poważne. Lubię jak muzycy tworzą genialną muzykę i nie zachowują się jakby mieli przy okazji kij od szczotki we własnej dupie.

I tutaj wracamy do początku. Zmiana. Przesiąknięcie. Tyle lat słuchałem wiecznie czegoś co koniecznie musi mieć perkusję, gitarę lub więcej, a także wokalistę (nie wymagany). Ostatnimi czasy przyszedł Aphex Twin.

Richard David James, bo tak się ów twórca nazywa, stworzył dla mnie chyba idealny zestaw muzyki elektronicznej do słuchania. Od dark ambientu po acid techno. Uwielbiam jego Selected Ambient Works Vol. II. Uwielbiam jego Drukqs. I Care Because You Do. To nie jest jego cała dyskografia, fakt. Idźcie poszukać na Wikipedii, jeśli się wam chce. Mogę go słuchać niemal non stop, a i tak mi się nie znudzi.

Widzę, że moje słuchanie muzyki chodzi falami. Elektronika lub rock / metal. Po prostu się z tego cieszę. Że pomimo zniechęceń, wyśmiewań i tym podobnych, nadal trzymam się tego, co mi właśnie sprawia największą radość w życiu – słuchanie muzyki.

Jestem także cholernie wdzięczny swoim rodzicom. Spotykam się czasem z ludźmi, którzy wiecznie narzekają na swoich rodziców. Że jacy to oni źli, niedobrzy i w ogóle. Czy tylko ja mam szczęście trafiać na ludzi z takimi beznadziejnymi problemami, czy to moi rodzice są dla mnie najlepszymi rodzicami, jakich mógłbym sobie wymarzyć? Moi rodzice są świetni, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jak czasem mnie doprowadzają do białej gorączki, to innych bym nie chciał. I to dzięki właśnie ojcu się zaraziłem starszą muzyką rockową. Strasznie się z tego cieszę i życzę innym, aby im też było tak w życiu dobrze.

KOLEJNY WPIS – CZĘŚĆ KTÓRAŚTAM

Zaniedbałem znowu bloga. Tak, wiem – moja wina. Nie musicie mi mówić, sam zdaję sobie z tego sprawę. Dobrze wiecie, że u artystów czasami kiepsko bywa z natchnieniem. A brak własnej muzy potrafi się na inspiracjach odbić jeszcze gorzej. Trzeba by od czegoś zacząć, w końcu nie odzywałem się od paru miesięcy…

Mam parę koleżanek, z którymi zdarza mi się gadać na różne tematy. Niestety one zwykle ograniczają się do narzekania jakie to ciężkie mają życie, jakie to nie są pewne swoich związków, jak to po głowie chodzi im zdrada (bo brakuje tego “czegoś”), albo nie wiedzą, co mają w ogóle robić. Jakbym był jakąś wyrocznią. Mógłbym wam powiedzieć kiedyś, że trzymam z wami kontakt tylko dlatego, ze lubię się patrzeć na wasze cycki bądź tyłki na zdjęciach na FB.  Jestem facetem, czasem mam inne spojrzenie na świat, ale nie pytajcie mnie, co robić w takiej lub innej sytuacji. Mogę wyrazić jedynie moje zdanie na dany temat, ale nie będę podejmować za was decyzji. To musi należeć do was. Chyba że jesteście takie kiepskie w ich podejmowaniu, że trzeba wam kogoś kto walnie was tym przysłowiowym kafarem w łeb, aż się otrząśniecie z letargu.

Widać pewnie dlatego jestem sam, bo nie mogę znieść czyjejś nieporadności… Jeden temat za nami.

Byłem jakiś czas temu w kinie w Krakowie, na dwóch filmach. The Dark Knight Rises oraz Prometheus (w wersji 3D).

Batman lekko mnie zawiódł. Akcja działa się zbyt szybko (jak na film tej klasy),  ale to moje odczucie… Wątki rozpoczynały się szybko i równie szybko gasły. Poza tym mam wrażenie, jakby Nolan dodał do filmu jeszcze 30 minut (film w sumie trwał jakieś dwie i pół godziny) to by wszystko ładnie się ułożyło. Tom Hardy świetnie zagrał Bane’a.

Następnie obejrzałem Prometheusa. Jest to film Ridleya Scotta, reżysera pierwszego Aliena, czy Blade Runnera. Akcja filmu dzieje się przed wydarzeniami znanymi z Obcego. Choć myślę, że Scott poszedł trochę na łatwiznę i zrobił copy-paste na głównych założeniach scenariusza. Czuć bardzo mocną inspirację Alienem. Wizualnie film jest przepiękny, momentami czułem nawet trochę Mass Effecta. Czekamy na kolejne części.

A propos Mass Effecta. Jakiś czas temu Bioware/EA wydali Extended Cut do Mass Effecta 3, czyli rozszerzoną wersję zakończenia.

Wydali ExC jako darmowe DLC, dobre i tyle. Zakończenie faktycznie zostało coś tam poprawione, ale bardziej to wyglądało na sztruksowe łaty zaszyte na dziurach w jeansowych spodniach. Niby jest lepiej, ale lepiej byłoby wymienić całość. W każdym razie powoli mnie nachodzi na kolejną partię Mass Effecta.

Hm… Chciałem wspomnieć o czymś jeszcze…

Aha. Piosenki o “miłości” w stacjach radiowych.

Kurwa mać. Czy ludzie nie potrafią tam marudzić o tym, jak to się źle zakochali i im smutno, albo się dobrze zakochali i pieją jak jebnięte skowronki? Albo “dmuchnij mi w gwizdek, babo”, co znaczy tyle co “weź mi obciągnij”. Albo “jesteśmy pijani, imprezujemy i chuuuuuuj”. Albo ta popierdolona do reszty piosenka z Facetów w Czerni 3.

I jeszcze o radiu!

Dlaczego w radiu puszczają debilne reklamy jakichś lekarstw na brudną piczę, albo bolącą dupę (w domyśle – hemoroidy)… Może w końcu jakaś reklama pasty na wydłużenie penisa, hę? HĘ? Ale widać (a raczej słychać), że grupą docelową tych reklam są biurkowicze i inne urzędasy. Dupa boli od siedzenia, a picza pali i swędzi z niedomycia. Łot cała filozofia, panie!

Tak, radio musi mi robić czasem za tło dźwiękowe, a specjalnego wyboru niestety nie mam. I tak cierpię, przez pół dnia, albo i dłużej…

HOLY SHIT I’M STILL ALIVE

Ta, wbrew obiegowej opinii nadal oddycham i dostarczam ludziom różnej dawki (także różnej jakości) rozrywki.

Postanowiłem zrezygnować z comiesięcznego zakupu CD-Action. Teraz nauczyłem się znajdować aktualniejsze i ciekawsze informacje nt. gier, więc czasopismo jest mi już raczej zbędne… Będę je kupować raz na jakiś czas, zwłaszcza jak wpadnie im jakiś ciekawy tytuł do grania.

Zjadłem truskawki z bitą śmietaną, zajebiste były. Tak, możecie mi zazdrościć, ewentualnie wciskać “ile to kalorii” i takie tam pierdolenie. Hej – i tak jestem gruby, więc mam to gdzieś. Zakochanie

Ostatnio mam dziwne problemy ze snem. Przewracam się z boku na bok, śnią mi się totalne głupoty (jak na przykład półnaga dziewczyna siedząca na jakimś biurku, a ja obok niej, oboje w jakimś pokoju parterowego pawilonu). Pewnie to wina ostatnio dziwnawej pogody – zimno, wieje, gorąco, praży, deszcz, słońce… Tak w kratkę.

Nadal jestem zajęty, jakby się jacyś ciekawscy znaleźli. Uśmiech z językiem

Ostatnio również naszło mnie na słuchanie Toma Waitsa.

Tom Waits – Clap Hands

Hm, jak widać kiepsko u mnie z jakąkolwiek weną. A żeby cokolwiek napisać, to wręcz muszę się zmusić. Uśmiech z językiem

Siedzisz w drogiej restauracji…

… i czekasz na swoje ulubione danie. Oczekiwanie nieco się przeciąga, ale to nie problem. Postanowiłeś wpaść tutaj po ciężkim dniu. Miałeś ich ostatnio zbyt wiele, więc warto się nieco zrelaksować. Krzesło, na którym siedzisz jest obite ciemnoczerwonym materiałem. Środkowa część oparcia również jest nim powleczona, jesteś pod wrażeniem że nic się tutaj nie zmieniło od lat. Stoły z ciemnego drewna okryte kremowymi obrusami, na nich serwetki. Na stołach w części przeznaczonej dla par są poustawiane świece w dekoracyjnych świecznikach. Pora jest już dość późna, na sali zajęte jest tylko kilka miejsc. W tej restauracji można było palić od niepamiętnych czasów. Chyba od samego początku, kiedy właściciel ją zakładał w latach pięćdziesiątych. Twoją uwagę przykuwa na chwilę mężczyzna siedzący kilka stołów dalej. Oświetlenie jest delikatne, lekko przygaszone, wprowadza gości w dobry nastrój. Ten mężczyzna ma ciemne okulary i widać, że sporo już przeszedł w życiu. Trzyma w rękach dymiące cygaro. To właśnie ten zapach sprawił, że zacząłeś się rozglądać za jego źródłem. Wszystko tutaj jakby płynie w zwolnionym tempie. Nawet deszcz za oknem… Muzyka wprawia cię w dobry humor. Życie… Nie jest takie złe…

http://www.rainymood.com/

Tak, polecam otworzyć tą stronę, a następnie włączyć muzykę. Puszczam oczko

Capital G

Czyli o tym, co ostatnio porabiam. Wbrew pozorom nadal żyję i zabieram innym cenne powietrze.

Zaliczyłem Wiedźmina 2 po raz drugi. Z okazji, że wyszła wersja 2.0. Ogólnie to czuć było te usprawnienia, chociaż wciąż grało mi się lepiej padem niż połączeniem klawiatury i myszki. Poszedłem ścieżką Iorwetha i powiem wam, że spodobała mi się bardziej niż ścieżka Roche’a. Może dlatego, że zwiedzamy okolice Vergen, które są dość ciekawe i moim zdaniem bardziej urozmaicone od obozu Kaedweńczyków. Ot takie moje subiektywne wrażenia.

Zamiast trzech mam cztery gigabajty pamięci RAM. Niewiele więcej, a ogólnie nadal mało, ale zauważalna poprawa jest. Zwłaszcza w GTA 4. Co dziwne, miałem GTA na innej partycji niż systemowej, z czym wiązały się problemy. Nieustannie gra nie dawała rady doczytywać tekstur. Myślałem, że to właśnie wina zbyt małej ilości pamięci. Ale nie. Postanowiłem przenieść grę na dysk C. I co się okazało? Otóż gra teraz bez problemu doczytuje tekstury, chodzi płynniej i na wyżej ustawionych detalach. Czy to wina dysku, że nie dawał rady doczytać danych? A może gra zbyt mocno korzysta z pliku wymiany i nie nadąża przez to czytać danych z dwóch partycji naraz? Cholera wie. Nie znam się aż tak na tym.

Dead Island. Nie przeszedłem za wiele, pogrywam w zasadzie od czasu do czasu. Gra ma bardzo dobry klimat i naprawdę nieźle dopracowaną grafikę, zwłaszcza jeśli chodzi o robienie rzeźni z zombie. Łamanie kończyn, odcinanie ich, miażdżenie czasek, tryskająca wokół krew… Miód dla oczu. Puszczam oczko Ciekawe zwłaszcza wyglądają złamane kończyny, zwyczajnie sobie zwisając. Dziwi mnie tylko, czemu zombiaki zdychają po odcięciu nogi, a jak się im odrąbie obie ręce to atakują zębami… No i całkiem niezła muzyka.

Władca Pierścieni. Oglądałem na YT mający w sumie ponad 300-minutowe materiały zza kulis produkcji tych filmów. Przyznać muszę, że to zwiększyło mój szacunek do całej ekipy biorącej udział w tym przedsięwzięciu. No i przez to mnie naszło na obejrzenie całej trylogii w wersji totalnie rozszerzonej (każdy film ma grubo ponad 3 godziny). W HD. Uśmiech z językiem Warto było. Oglądałem to z jakąś taką przyjemnością, a niektóre zdjęcia z lotu ptaka były wręcz niesamowite. Tak to jest jak się człowiek starzeje, to zaczyna inaczej patrzeć na stare śmieci.

Do tego wiele innych filmów…

A także kupa pomysłów na stworzenie własnej gry. Ale jak powszechnie wiadomo, nienawidzę wręcz programowania, a to zawęża moje pole do popisu. Dlatego próbuję sowich sił w różnych “grorobach”. Z marnym skutkiem. Jest kilka silników do stworzenia przygodówek, pełno do RPG 2D w bardzo japońskim stylu (w tym także MMO), ale nigdy nie ma tego czego bym chciał… Najlepiej by było zrobić coś samemu, ale… No właśnie. I tak to zatacza koło.

Mamy jesień w pełni. Aktualnie mamy piękną (no, ciężko stwierdzić, noc jest) pogodę, ale za to zimno jak kurwi syn. Temperatury bliskie zeru każdej nocy. Nie za fajnie.

Muzycznie… Muzycznie generalnie brak wielkich zmian. Słucham coraz więcej Bucketheada, do tego niemal cała dyskografia Tool, nowy album Dir en Grey oraz Sybreed. Jest nieźle.

Sercowo… Jakoś to leci. Szeroki uśmiech Jak to u mnie. Puszczam oczko

Do tego miałem pojebany sen dzisiaj. Byłem gdzieś na działce, na której remontowany był jakiś budynek, a wokół tej działki jakiś las świerkowy. Było ładnie, to chyba lato było. Na strychu tego budynku było duszno i przez szczeliny w dachu przebijały się promienie słoneczne, przez co było widać poruszający się w ciężkim powietrzu pył, czy inny kurz. Biegam po tej działce, pełnej trawy. W pewnym momencie zrywa się burza. Widzę jak POWOLI do ziemi schodzi piorun, jakby filmowany w slo-mo i uderza w ziemie. Było to strasznie głośne, jakby coś głośnego naprawdę jebło obok mnie, a ja spałem dalej. Wsadziłem palce wskazujące w uszy, aby zagłuszyć ewentualne późniejsze hałasy. Chodziłem tak chwilę i się obudziłem. Ani jakiś przerażony ani nic. Zdziwiony może, dlaczego coś takiego mnie nie obudziło. W końcu to było naprawdę głośne uderzenie, aż mi dzwoniło w uszach.

Wcześniej to mi się śniła jakaś młoda dziewczyna, z którą szałem w łóżku. Puszczam oczko Twarzy nie pamiętam, ale chyba ruda była… Szczupła, i miała mały biust. Realistyczne jak jasna cholera. Skąd, jak dlaczego? Chcę więcej. Szeroki uśmiech Ale moja podświadomość wredna jest i więcej mnie tym już nie uraczy. Uśmiech z językiem

Jak ostatnio widać mam problemy z weną. Bloga nie zamknę, nie ma mowy. Szeroki uśmiech Ale kurde ciężko jest tak pisać o niczym. Uśmiech z językiem A nie chcę też czytelników zanudzać pierdołami na swój temat. Muszę zacząć więcej myśleć. Koniecznie.

A tytuł to tytuł utworu by Nine Inch Nails.

Gray… & Stuff

Człowiek się starzeje z dnia na dzień. Rodzi się, żyje, umiera. Ot taka sprawiedliwa kolej rzeczy.

Dzisiaj w pracy, w kibelkowym lustrze dostrzegłem je.

Siwe włosy.

Było ich ledwo parę, ze trzy może. Ale mimo wszystko jakoś mnie to tak… Bo ja wiem? Dobiło? Uśmiech z językiem

W końcu nawet nie skończyłem 23 lat, a tu już pierwsze oznaki starzenia się. Nie, żebym narzekał, czy panikował. Nic z tych rzeczy. Ale… To nie działa pozytywnie na nastrój. Uśmiech z językiem W końcu z czasem będzie tylko gorzej. Tylko nie chciałbym, że jak mnie dorwie kryzys wieku średniego, to będę chciał się farbować albo inaczej poprawiać. Brrr, nie chce mi się o tym myśleć. Wciąż jestem piękny i młody. Puszczam oczko No, może bardziej młody niż piękny, ale wiecie o co mi chodzi. Puszczam oczko

Gorzkie żale za nami, pora na coś innego.

Oglądałem ostatnio film Dark City. Faktycznie, mroczny to film z dusznym klimatem filmów noir i Blade Runnera. Końcówka mocno porąbana, parę scen z dupy wziętych, ale ogólnie daje radę. Takie solidne 7+/10.

Bulletstorm. Nie porwał mnie. Też daję takie 7/10. Kolorowa grafika i kupa seksistowskich / wulgarnych tekstów + hektolitry krwi to jednak nie to, czego oczekuję po grze. Uśmiech z językiem Epic mógłby zacząć wydawać coś więcej niż tylko gry z napakowanymi testosteronem twardzielami.

Fajnie, że Pat Smear już nie jest tylko koncertowym muzykiem Foo Fighters. Puszczam oczko No i pozostaje nam tylko czekać na nowy album FF.

Foo Fighters–Rope

Klip mi jakby nieco przypomina ten od Slipknota z utworem Before I Forget. Uśmiech z językiem

I to chyba tyle na dziś. Dziękuję, dobranoc. Puszczam oczko

G-g-g-g-gamer…

Szał zakupów. Na Steamie. Się pochwalę, co ostatnimi czasy zakupiłem.

  1. Borderlands.
  2. Połączenie RPG w stylu Diablo z FPS-em typu… Bo ja wiem? Unreal Tournament? Po prostu zwyczajnego FPS-a, że tak powiem. Klimatem łączy Triguna (a co!) i Fallouta. Chłopaki z Gearbox Software naprawdę się postarali, choć w kwestii budowy poziomów pozostawia nieco do życzenia. Co z tego, że są olbrzymie i wypełnione przeciwnikami do ubicia, skoro są tak mało interaktywne. Może przesadzam, ale nie lubię jak puste beczki są przyspawane do podłóg/ścian. Dodam, że FOV jest kosmicznie mały jak na PC – trzeba grać będąc bardziej odsuniętym od ekranu. Dlatego ja grałem na padzie. Puszczam oczko Muzyka jest klimatyczna, spokojna podczas podróży po Pandorze, dynamiczna z mocnym biciem w bębny w trakcie walki. Właśnie – walka. Niby wszystko cacy – strzelanie, różne parametry coraz mocniejszych broni (generowanych losowo, a jakże), ale – to przeciwnicy czasem stoją jak idioci w bezruchu i czekają na to aż ktoś im celnie odstrzeli głowę (a w górę poleci czerwoniutki napis CRITICAL). Na razie grałem jako Mordecai.

    Jego podstawowym skillem jest użycie orła/jastrzębia (wybaczcie ignorancję) o nazwie Bloodwing. Dobre ptaszysko, nieraz uratowało mi dupsko jak pospiesznie wyskoczyłem na kilku wrogów o dwa poziomy wyższych ode mnie. Puszczam oczko Za to rozczarowała mnie końcówka. Ot takie sobie strzelanie w cel, z przewidywalnym sposobem wykończenia Głównego Złego Numer Jeden oraz… Nie, może tego oszczędzę chcącym zagrać. Puszczam oczko Można grać w coopie, tyle wiem, bo jestem po jednym przejściu gry. Szeroki uśmiech Więcej na ten temat – może kiedyś tam. ^^

  3. Civilization IV + dodatki.
  4. Powiem wprost. Jestem tą grą zachwycony! Jest dość prosta, aby poznać jej zasady, ale zajebiście ciężka, żeby naprawdę dobrze ją rozgryźć. Ale sam pomysł gry w turach, rozwój własnej – no właśnie – cywilizacji sprawia mi wielką frajdę. Co prawda dupa ze mnie, a nie strateg, ale wciąż się uczę. Uśmiech Grę mam chyba od wczoraj, a już siedziałem w niej jakieś 11,5 godziny… Duh. O_O Bywa. Puszczam oczko

  5. SimCity 4 Deluxe.
  6. Klasyk w swoim gatunku i jednocześnie niedościgniony mistrz. I całkiem ładnie się skaluje nawet w 1600*900.

  7. Super Meat Boy.
  8. Super Indie Chłam. Tak można by nazwać tą grę. Znaczy, zła nie jest, nie. Ale trudna w chuj. Po prostu nie mam do niej nerwów. Ta gra nie wybacza błędów. A Ty, drogi Graczu, męczysz się pół godziny z jednym poziomem i z każdą chwilą wzrasta Ci ciśnienie krwi. Tak bardzo, że tętnice szyjne w końcu Ci eksplodują czerwoną posoką, a Ty Graczu się już nie męczysz. I mimo że gram na zalecanym padzie, to i tak mnie kurwica bierze. Widzicie? Wystarczy, że już pisze o tej grze i już się wkurwiam. Jebany mięsny gnojek.

  9. Audiosurf.
  10. No, to już coś porządnego. Wizualnie bywa orgią dla oczu (ale w zasadzie jakaś genialna graficznie to nie jest), dlatego otrzymujemy za każdym razem ostrzeżenie o epilepsjach i innych gównach. Najważniejsze, że gra ma najlepszą ścieżkę dźwiękową Świata. Bo naszą własną. Śmigasz pojazdem po ścieżce dźwiękowej wybranego utworu, zbierając klocki (w różnych kombinacjach), aby zebrać jak najwięcej punktów. Proste? Owszem. Ale wymagany jest muszy refleks, zwłaszcza przy Dragonforce i ich Through The Fire And Flames, gdzie latamy za pomocą Ninja Mono.

  11. Worms Reloaded.
  12. Bez rewelacji. Kolejna wariacja na temat wysłużonych Robali. Dobre, ale interfejs naprawdę zniechęca do zabawy… Słaba czytelność, ot co.

I to póki co tyle, myly państwo. Puszczam oczko Na zakończenie dwa utwory z Borderlands.

 

 

Cage The Elephant – Ain’t No Rest For the Wicked
DJ Champion–No Heaven

 

PS. Tak, wiem – pisałem o Super Meat Boy’u i Audiosurfie wcześniej, ale teraz to rozwinąłem. Uśmiech z językiem A jak się nie podoba, to jeden chuj. Szeroki uśmiech