KOLEJNY WPIS – CZĘŚĆ KTÓRAŚTAM

Zaniedbałem znowu bloga. Tak, wiem – moja wina. Nie musicie mi mówić, sam zdaję sobie z tego sprawę. Dobrze wiecie, że u artystów czasami kiepsko bywa z natchnieniem. A brak własnej muzy potrafi się na inspiracjach odbić jeszcze gorzej. Trzeba by od czegoś zacząć, w końcu nie odzywałem się od paru miesięcy…

Mam parę koleżanek, z którymi zdarza mi się gadać na różne tematy. Niestety one zwykle ograniczają się do narzekania jakie to ciężkie mają życie, jakie to nie są pewne swoich związków, jak to po głowie chodzi im zdrada (bo brakuje tego “czegoś”), albo nie wiedzą, co mają w ogóle robić. Jakbym był jakąś wyrocznią. Mógłbym wam powiedzieć kiedyś, że trzymam z wami kontakt tylko dlatego, ze lubię się patrzeć na wasze cycki bądź tyłki na zdjęciach na FB.  Jestem facetem, czasem mam inne spojrzenie na świat, ale nie pytajcie mnie, co robić w takiej lub innej sytuacji. Mogę wyrazić jedynie moje zdanie na dany temat, ale nie będę podejmować za was decyzji. To musi należeć do was. Chyba że jesteście takie kiepskie w ich podejmowaniu, że trzeba wam kogoś kto walnie was tym przysłowiowym kafarem w łeb, aż się otrząśniecie z letargu.

Widać pewnie dlatego jestem sam, bo nie mogę znieść czyjejś nieporadności… Jeden temat za nami.

Byłem jakiś czas temu w kinie w Krakowie, na dwóch filmach. The Dark Knight Rises oraz Prometheus (w wersji 3D).

Batman lekko mnie zawiódł. Akcja działa się zbyt szybko (jak na film tej klasy),  ale to moje odczucie… Wątki rozpoczynały się szybko i równie szybko gasły. Poza tym mam wrażenie, jakby Nolan dodał do filmu jeszcze 30 minut (film w sumie trwał jakieś dwie i pół godziny) to by wszystko ładnie się ułożyło. Tom Hardy świetnie zagrał Bane’a.

Następnie obejrzałem Prometheusa. Jest to film Ridleya Scotta, reżysera pierwszego Aliena, czy Blade Runnera. Akcja filmu dzieje się przed wydarzeniami znanymi z Obcego. Choć myślę, że Scott poszedł trochę na łatwiznę i zrobił copy-paste na głównych założeniach scenariusza. Czuć bardzo mocną inspirację Alienem. Wizualnie film jest przepiękny, momentami czułem nawet trochę Mass Effecta. Czekamy na kolejne części.

A propos Mass Effecta. Jakiś czas temu Bioware/EA wydali Extended Cut do Mass Effecta 3, czyli rozszerzoną wersję zakończenia.

Wydali ExC jako darmowe DLC, dobre i tyle. Zakończenie faktycznie zostało coś tam poprawione, ale bardziej to wyglądało na sztruksowe łaty zaszyte na dziurach w jeansowych spodniach. Niby jest lepiej, ale lepiej byłoby wymienić całość. W każdym razie powoli mnie nachodzi na kolejną partię Mass Effecta.

Hm… Chciałem wspomnieć o czymś jeszcze…

Aha. Piosenki o “miłości” w stacjach radiowych.

Kurwa mać. Czy ludzie nie potrafią tam marudzić o tym, jak to się źle zakochali i im smutno, albo się dobrze zakochali i pieją jak jebnięte skowronki? Albo “dmuchnij mi w gwizdek, babo”, co znaczy tyle co “weź mi obciągnij”. Albo “jesteśmy pijani, imprezujemy i chuuuuuuj”. Albo ta popierdolona do reszty piosenka z Facetów w Czerni 3.

I jeszcze o radiu!

Dlaczego w radiu puszczają debilne reklamy jakichś lekarstw na brudną piczę, albo bolącą dupę (w domyśle – hemoroidy)… Może w końcu jakaś reklama pasty na wydłużenie penisa, hę? HĘ? Ale widać (a raczej słychać), że grupą docelową tych reklam są biurkowicze i inne urzędasy. Dupa boli od siedzenia, a picza pali i swędzi z niedomycia. Łot cała filozofia, panie!

Tak, radio musi mi robić czasem za tło dźwiękowe, a specjalnego wyboru niestety nie mam. I tak cierpię, przez pół dnia, albo i dłużej…